Problem Europy Środkowej z imigrantami, przede wszystkim przymusowy-mi, polega na tym, że wcale nie jest ona w Środku, tylko raczej na peryferiach. To pierwsze drzwi, do których pukają przybysze. Stukają tak już kilkanaście lat – pierwsi pojawili się po roku 1989, kolejni po wstąpieniu Czech, Słowacji, Polski, Węgier i Słowenii do Unii Europejskiej, następni w okolicach wejścia tych państw do strefy Schengen. Przychodzą od dwudziestu dwóch lat, a wciąż traktuje się ich jako problem nowy, na który nie jesteśmy przygotowani. Mówi się, że nie ma spójnej, przemyślanej polityki wobec migrantów. Że IPI (Indywidualne Programy Integracji) sprowadzają się właściwie do podstawowych kursów języka i wypłacania kieszonkowego. Że to okropne, ale przecież nic z tym nie możemy zrobić, bo to polityka, to rząd… A właśnie, że moglibyśmy. Bo polskie nieprzygotowanie na przyjęcie migrantów, czy to przymusowych, czy ekonomicznych jest przede wszystkim problemem społecznym. Nie powinno się mówić o gotowości, ale o dojrzałości. Warto też zastąpić słowo tolerancja słowem akceptacja, a słowo adaptacja słowem integracja. Gdybyśmy tę oto prostą operację lingwistyczną rozszerzyli na inne sfery życia, uzyskalibyśmy przestrzeń współistnienia.
Ten zawarty w dwóch zdaniach postulat to w rzeczywistości zadanie dla kilku pokoleń. Zamiast pytać o to, co począć z imigrantami powinniśmy zacząć od siebie. Co z nami jest nie tak, że uchodźcy czeczeńscy mają takie problemy z integracją w naszym kraju? Czy rzeczywiście jesteśmy tak otwarci, jak lubimy o sobie myśleć? Tak chętnie przywołujemy obraz kraju bez stosów. A przecież wystarczy ogień. Jakie znaczenie ma ten epitet w kraju, w którym ktoś potrafi podpalić mieszkanie wynajęte przez czeczeńskich uchodźców (bo to muzułmanie, bo mówią gardłowym językiem i głośno, bo ich kobiety noszą chusty, bo dostają pomoc finansową od państwa, bo…)? To pytanie ciągnie za sobą kolejne. Co oznacza tolerancja w kraju, w którym nie ma stosów, ale są butelki z benzyną? Boję się, że to tylko pozwalam Ci tutaj być, ale na moich zasadach. To łatwe, ale tak nie da się razem żyć. Spróbuj-my się nauczyć akceptacji. Jak pisze Charles Taylor, istnieje zależność między uznaniem przez grupę dominującą a tożsamością rozumianą jako samo-świadomość danej jednostki. Tożsamość zawsze powstaje w dialogu, więc należy wokół niej wywołać dyskusję. Podkreślać wartość różnic.
Stworzyłam długą listę trudnych (wielu powiedziałoby pewnie, że niemożliwych) życzeń. Zanim zabierzemy się za ich realizację, warto się rozejrzeć. Podejrzeć cudze dobre praktyki. A tych nie trzeba wcale szukać na wielokulturowym Zachodzie, w Belgii, Holandii, Kanadzie. Te figurują w podręcznikach. Przenoszenie kanadyjskich rozwiązań nad Wisłę, Dunaj czy Wełtawę
na pewno nie jest jedyną metodą. I nie musi być najlepszym z możliwych wyborów. Dobrych praktyk warto szukać także na własnym środkowo-europejskim (peryferyjnym?) podwórku. Jako przykład chciałabym przedstawić projekty czeskiego stowarzyszenia Slovo 21. To kilka projektów znad Wełtawy, które mogłyby pomóc Polakom, polskim migrantom, polskim uchodźcom.
Pierwszy projekt wynika z oczywistego, ale ważnego stwierdzenia, które zresztą pojawiło się już w poprzednim akapicie. Działanie nazywa się Lepší komunikace = lepší integrace II (Lepsza komunikacja = lepsza integracja II, cyfra świadczy chyba o sukcesie pierwszej edycji). Celem jest stworzenie międzynarodowej platformy porozumienia organizacji w różny sposób wspierających społeczności migranckie. W ramach projektu organizowane są międzynarodowe sesje studyjne, konferencje oraz wzajemne wizyty pozwalające na obserwowanie pracy konkretnych fundacji i stowarzyszeń ze środ-ka, podglądanie ich warsztatu. Jak przygotowują projekty? Czy imigranci są tylko beneficjentami czy aktywnie wspierają realizację konkretnych działań? Czy i jak współpracują z instytucjami państwowymi? Część z tych informacji czeka na nas na stronach internetowych, najczęściej dostępnych w kilku wersjach językowych i regularnie aktualizowanych. Mimo wszystko, pewien komentarz autorski jest przydatny, jeśli nie niezbędny. A spotkanie ludzi patrzących z różnych perspektyw na te same problemy umożliwia wspólne stworzenie lepszego rozwiązania. Bardzo ważne jest to, że do udziału zaproszeni są nie tylko pracownicy sektora pozarządowego, ale też różnych szczebli administracji państwowej. Dotychczas w projekcie wzięli udział reprezentanci tak różnych krajów jak Niemcy, Włochy, Hiszpania, Węgry i oczywiście Czechy. Wnioski wynikające z wymiany doświadczeń i wspólnych burz mózgów są zapisywane i publikowane. Dzięki takiemu zderzeniu perspektyw czescy uczestnicy projektu Lepší komunikace = lepší integrace II uświadomili sobie potrzebę wspólnego działania, wytworzenia lokalnej polityki integracyjnej, przede wszystkim na poziomie ośrodków miejskich. Dotyczy to przede wszystkim Pragi, która skupia aż jedną trzecią wszystkich obcokrajowców mieszkających na terenie Republiki Czeskiej. Wspólny program wspierania imigrantów ma powstać w ostatniej fazie projektu. Autorzy nazwali ją okrągłym stołem. Będzie to debata realizatorów projektu i przedstawicieli władz miasta.
Read more...